W Akademii Pan Kleks uczniowie byli przyzwyczajeni do dziwnych rzeczy. Znikające przedmioty, mówiące zwierzęta czy lekcje snów nie robiły już na nikim większego wrażenia. A jednak pewnego dnia wydarzyło się coś, czego nikt nie potrafił wyjaśnić.
Na końcu jednego z korytarzy pojawiły się drzwi. Problem polegał na tym, że dzień wcześniej ich tam nie było.
Nie miały klamki ani zamka. Były całkowicie gładkie, jakby ktoś zapomniał dodać szczegóły. Adaś Niezgódka jako pierwszy spróbował je otworzyć — bez skutku.
— Może to kolejna lekcja — zasugerował niepewnie.
Profesor Pan Kleks przyjrzał się drzwiom uważnie, po czym powiedział:
— Nie wszystkie drzwi otwiera się ręką.
Uczniowie zaczęli próbować różnych sposobów. Pukali, szeptali hasła, a nawet rysowali na nich klamkę kredą. Nic nie działało.
Dopiero gdy Mateusz usiadł cicho obok i po prostu się im przyglądał, wydarzyło się coś dziwnego. Jedna z uczennic podeszła bliżej i powiedziała:
— Chciałabym wiedzieć, co jest po drugiej stronie.
W tym momencie drzwi lekko zadrżały.
— To nie ciekawość — zauważył profesor. — To szczerość.
Kolejni uczniowie zaczęli mówić, dlaczego chcą je otworzyć. Niektórzy przyznawali się do strachu, inni do marzeń, jeszcze inni do pytań, na które nie znali odpowiedzi.
Z każdym wyznaniem na powierzchni drzwi pojawiały się nowe detale — najpierw klamka, potem zarys ramy, aż w końcu powstały w pełni.
Adaś nacisnął klamkę. Tym razem ustąpiła.
Po drugiej stronie nie było jednak żadnego pokoju. Każdy widział coś innego — coś, czego najbardziej potrzebował albo czego najbardziej się obawiał.
Profesor Pan Kleks zamknął drzwi i uśmiechnął się tajemniczo.
— Najtrudniejsze drzwi to te, które prowadzą do nas samych.
Od tego dnia drzwi znikały i pojawiały się w różnych miejscach Akademii. Ale już nikt nie próbował ich otwierać na siłę.
Bo wszyscy wiedzieli, że otworzą się dopiero wtedy, gdy naprawdę będą na to gotowi.
Dodaj komentarz